poniedziałek, 14 marca 2011

Ach te poniedziałki...

Nie wiem jak przeżyłam dzisiejszy dzień w pracy. Teraz czuję się o niebo lepiej, ale zaczątki przeziębienia mocno mnie zestresowały, bo wiadomo, że nie mogę teraz przyjmować żadnych leków, a pracować trzeba. Żeby fasolce niczym nie zaszkodzić ratuję się herbatkami z miodem i płukanką z szałwi. Oby pomogło.

Poza tym, dziś kończę 26 lat. I jak co roku mam wisielczy humor, bo zawsze z okazji urodzin nachodzi mnie na refleksje. Dziś to właściwie rozmyślałam o tym okropnym braku czasu na cokolwiek, wiecznej gonitwie, zestresowaniu i zmęczeniu. Wiosna tuż, tuż, a my nawet nie mamy kiedy wyjść na długi spacer. Chyba potrzebuję paru dni urlopu, żeby się wyciszyć, pomyśleć i w końcu mieć czas na załatwienie miliarda zaległości.

Na poprawę humoru mam żelki i Fannie Flagg (Witaj na świecie maleńka). Dziś żelki, bo mam chętnę na cukier, wczoraj były ogórki konserwowe i tak w kółko na zmianę- raz na słodko, raz na kwasno lub słono mnie bierze. Słabo od samego wspominania ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz