wtorek, 28 czerwca 2011

Byle do soboty...

Po powrocie do domu (ledwo się doczołgałam) popłakałam się ze zmęczenia. Przy kolejnej wizycie u gina poproszę o zwolnienie. Tylko nie wiem jak wytrzymam do tej połowy lipca :(

Nie daję już rady. Tzn. daję, ale po dowleczeniu się do domu padam nieprzytomna.
Basta.

1 komentarz:

  1. Fakt, że z każdym dniem codzienne rzeczy zajmują nam więęęęęęcej czasu:)
    Musiałam zmienić nawyki wychodzenia na autobus, bo z 3 minut drogi zrobiło się 15:)

    OdpowiedzUsuń