
Teraz siedzimy z Malutką i relaksujemy się przy anielskich dźwiękach Celtic Women, Miaużonek przyrządza spaghetti z oliwkami, a wieczorem na córeczkę czeka jej pierwszy prezent z okazji Dnia Dziecka - przepiękna książka z bajkami :). I leżymy pod kołderką, bo pracowa klimatyzacja niestety zrobiła swoje... Ból gardła i rozbicie. Póki co cały dzień ratuję się herbatami z cytryną i miodem i modlę się, żeby do jutra przeszło :/
PS. Acha, Miaużonek mój miszczu upiekł dla nas biszkop z galaretką. Ot, takiego to mam męża! :)
Teraz z każdym dniem, będziecie widzieć jak brzucho rośnie:D
OdpowiedzUsuń