sobota, 23 lipca 2011

Oj panie dziejku

Ale okropną jesień mamy tego lata. Szaro, buro, mokro, ledwie kilkanaście stopni powyżej zera. Choć sytuacja taka ma też plusy - brak zadyszki i opuchlizn u letnich ciężarnych. I w miarę zgrabnie się czuję, a to bardzo przyjemne uczucie.

Ponieważ pogoda okropna, a Miaużonek jak codzień wybywa do pracy, biorę się za pakowanie. Godzina przeprowadzki coraz bliżej. Dziś na taśmie porcelana, więc dobrze, że nie ma tych upałów, bo z serdelkami zamiast palców, mogłabym narobić nie lada szkód w inwentarzu naszym domowym ;)


PS. Hanulka nie lubi być głodna. Dziś obudziła mnie o 5.58 stanowczo, stanowczo domagając się kanapki z serkiem i pomidorem.

1 komentarz:

  1. Znam to:D Ja się budziłam o 4 nad ranem na budyń śmietankowy:D Yyyyy...teraz budzę się tylko na siku:D A z jedzeniem nadrabiam w ciągu dnia:D

    OdpowiedzUsuń