poniedziałek, 4 lipca 2011

Wagary

byłam dziś w pracy tylko dwie godziny i poszłam na wagary. Trochę gryzie mnie sumienie, bo dziś właściwie drzwi się nie zamykają i któraś z dziewczyn będzie musiała pracować za mnie. Ale z drugiej strony - ledwie doszłam dziś do pracy - dopiero dziś dopadło mnie zmęczenie po weekendowym lataniu. I po dwóch godzinach w pracy myślałam, że wykorkuję - nie usiadłam ani na chwilkę, więc do 18 byłabym trupem zapewne.

Zaraz się kładę i postanawiam spać do wieczora.

Poza tym muszę się zebrać i obfotografować rzeczy, które mamy już dla Malutkiej. A mamy tego, oj mamy :)

Dobranoc.

PS. Z tego wszystkiego zapomniałam napisać, że Szanowny Miaużonek jest od 02.07.2011 dyplomowanym pedagogiem. A wczoraj dostał od córci kopniaka w nos i w ucho!

2 komentarze:

  1. A to pewnie Tato się cieszy:D
    U nas dłuuugo K. nie mógł poczuć kopniaków, bo Julo zastygał w bezruchu jak ten przykładał dłoń do brzucha:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hanka zaczyna pukać jak tylko któreś z nas przykłada rękę ;)

    OdpowiedzUsuń