Właściwie nic ciekawego nie mam do napisania, zajrzałam tylko na bloga, żeby sprawdzić suwaczkowy stan, tzn. który to dzień, ile do końca - taki tam nałóg ciążowy...
No i jak zobaczyłam, że to 15 days to go, to... nie powiem... sparaliżowało mnie z lekka. Ekhm i tak jakby stresik mnie obleciał?
To ja może idę się czymś zająć, coby nie myśleć.
PS. Z weekendu u rodziców przywiozłam 2 reklamówki ubranek. Podejrzewam, że moja mama wpadła w dzieciowoubraniowy zakupoholizm.
mnie mój suwaczek też stresuje. chyba go wywalę ;)
OdpowiedzUsuńDziadki właśnie tak mają i to się pogarsza jak już dziecko jest po tej stronie brzucha! ;)
OdpowiedzUsuńTo super! Dużo ubranek - ja na razie kupuję sama i sporo dostałam, ale dziadki na razie nie starają się za bardzo. Nie dziwię Ci się, że się stresujesz - ja jeszcze mam sporo czasu, a i tak jak tylko o tym pomyślę to tętno mi podskakuje :) Trzymajcie się dziewczynki, będzie dobrze ;)
OdpowiedzUsuńhehe, na babcie nie ma rady...bo dziadkowie chyba mniej w tej kwestii wylewni ;) Moja mama też szrżuje jak tylko dostanie się do dzieciowego sklepu. Mogę tylko dodać, że ten stan się pogłębia :) trzymam kciuki za rozwiązanie we właściwym czasie - ja wiem, że to zabrzmi jak tani farmazon, ale spróbuj nie czekać, bo czekanie wykańcza :D
OdpowiedzUsuń