piątek, 7 października 2011

Po spotkaniu z córką

Właśnie wróciłam od gina. Jeszcze nie rodzę, i dobrze, bo muszę wysprzątać dom na jutrzejszą mini parapetówkę, a poza tym mam jeszcze miliard rzeczy do zrobienia ;). Dziś w nocy myślałam, że właśnie wybija godzina zero, bo złapały mnie bóle takie, aż się zimnymi potami oblałam. Ale zasnęłam, a po obudzeniu czułam się wyśmienicie, więc to zapewne była reakcja żołądka na ciasto czekoladowe zagryzione sałatką śledziową ;). Ale do rzeczy...

Hanusiulka waży 3 kg i może sobie jeszcze rosnąć, bo wód ma w bród. Doktor mnie wymacał i orzekł, że do 3,5 kg przecisnę ;). Powyżej, to już będziemy się zastanawiać, bo bioderka mam jak młody chłopaczek.

Po każdej rance z córką, jestem na haju dosłownie. I teraz siedzę sobie i śmieję się jak głupi do sera. Bo widziałam kawałek, słodziutkiej, tłuściutkiej łydeczki ;), na przykład. Albo kawałek oczka mrugającego. Tak, po kawałku wszystkiego, bo to duża kobieta już jest i się w kadrze nie mieści ;)

Aaaaaaaaaaach.

PS. Cud ostatnich tygodni ciąży. Jem, jem, jem, jem, jem, jem, jem, jem, jem, a waga stoi w miejscu. Więc jem, jem, jem, jem, jem i jem, bo jak czytam perypetie żywieniowe matek karmiących piersią (a takową być zamierzam, o ile los pozwoli), to mam ochotę najeść się na zapas wszystkiego, dosłownie wszystkiego, co tylko na myśl mi przyjdzie ;)

PS 2. Do terminu wyklucia pozostało... 19 dni. A ja, o kurczę, w ogóle tego nie czuję. Nienormalna chyba jestem.

5 komentarzy:

  1. Miłej imprezy :)
    JUż niedługo...

    OdpowiedzUsuń
  2. W razie "godziny zero" życzę szybkiego porodu :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. no właśnie jedz, jedz, bo później to tylko patrzysz co zaszkodzi, a co nie maleństwu w mleczku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ciekawe która z nas urodzi pierwsza:)

    OdpowiedzUsuń