
Może jestem dziwna, ale... uwielbiam jesień. Nawet te szare, mokre i bure dni. Jesień bardzo bliska jest mojej naturze wewnętrznej. Wszyscy wokoło narzekają na jesienną chandrę, a ja kontempluję te zmiany, to spowolnienie i mglistą melancholię ;)
Jedynym minusem jesieni jest deszcz, który z pięknego włosia naszego Czworonoga, robi zmechaconą kupę kłaków ;). Przed nami kolejna wizyta u psiego fryzjera, coby Hanula nie przestraszyła się takiego zarośniętego stwora:

PS. Mam eksplozję energetyczną. Nosi mnie, po prostu nosi. Miaużonek patrzy na mnie z przerażeniem i normalnie na mnie krzyczy! Dziś chciałam jechać na grzyby, czy to coś złego? :)
Acha. Mam pewną dolegliwość ciążową. Ból kolan. Miaużonek mówi, że to od ganiania w kółko, ja raczej uważam, że to od noszenia nowych kilogramów po prostu. I poza tym chyba obniżył mi się brzuch, a poznaję to po tym, że jak siedzę, to leży mi ten brzuch na udach.
My też czekamy na fryzjera Tofikowego (właśnie za parę chwil powinien przyjechać), przyjeżdża do domu bo Tofi w salonie miał stresy;/ zazdroszczę ci energii, ja jestem przygnębiona tym czekaniem i deszczem, zimnem i całą jesienią...
OdpowiedzUsuńBello niedługo pojawi się takie małe słoneczko, co rozjaśni najciemniejsze dni :)
OdpowiedzUsuńtrzymamy kciuki za Was :-) już niedługo przeżyjecie, no nie mogę napisać, że bezbolesny ale za to najpiękniejszy dzień w Waszym życiu :-)) dzień warty każdego pozytywnego bólu!!! wiem co mówię, bo sama przez to niedawno przechodziłam :-)) pozdrawiamy!!!
OdpowiedzUsuńKolana bolały mnie strasznie, szczególnie pod koniec ciąży. Wrażenie jakbym miała jedna wielka ranę:/
OdpowiedzUsuńAle po porodzie przeszło:D
A z tym "noszeniem"... to w szkole rodzenia mówiona nam, że chęć na porządki i nagły przypływ energii to oznaka rychłego porodu:D