poniedziałek, 14 listopada 2011

2 tygodnie

Dziś nasza córeczka kończy dwa tygodnie. Zbyt szybko płynie ten czas, aż mi się płakać czasem chce, kiedy spoglądam na zegarek a tu już cały dzień za nami. W ciąży czas biegł jak szalony, a teraz to już w ogóle galopuje.

Póki co, wciąż się dopasowujemy do siebie. Hania budzi się na jedzenie różnie - co dwie, trzy, a czasem i prawie cztery godziny. Czasami dopada ją "ból istnienia" jak mawiamy z Miaużonkiem i wtedy trzeba utulić, ululać i wycałować tą naszą pchełkę małą.

Ale wciąż największym zaskoczeniem jest dla mnie to, jak człowiek wyzbywa się tego egoizmu i jak uczy się cierpliwości. Czasem sama nas dwojga nie poznaję ;)

Co do mnie i mojego ciała, to już właściwie nie pamiętam, że jeszcze niedawno tak bolało ;). Fakt, niczego nie noszę i póki co na spacerki chodzimy z Miaużonkiem (ktoś musi znieść nasze taboły z III piętra), ale właściwie śmigam jakby nigdy mnie nie pocięli ;) Co do wagi, to nie wiem ile mi ubyło, bo wagi w domu nie posiadam, więc pewnie zważę się dopiero u naszego pana dohtorrra.

Zbieram się też do napisania notki o porodzie, żeby było tak ku pamięci. Pewnie ten opis będzie inny, teraz po 2 tygodniach niż gdybym pisała dzień po, ale moją naczelną myślą jest wciąż to, że pomimo tylu opowieści, ton przeczytanych książek i gazet, nie byłam przygotowana na takie doznania.

2 komentarze:

  1. Do porodu chyba nie idzie się przygotowac,chyba że jest się mamą już jakiegoś szkraba i już się to chociaż raz przeszło. Trafiłam przypadkiem na twojego bloga i chyba zostanę stałą czytelniczką;) Odezwij się na maila malwie91@buziaczek.pl to prześlę zaproszenie do naszego bloga www.we-troje-przez-zycie.blogspot.com Pozdrawiamy i życzę zdrówka;)

    OdpowiedzUsuń
  2. czekam na relację z porodu.
    Sama zaczynam się już zastanawiać czasem, jak to będzie:)

    OdpowiedzUsuń