I kompletnie nie mam czasu na bloga! Jeszcze do połowy października jestem słomianą wdową i "samotną" matką, więc czasem naprawdę mam urwanie głowy ;)
Trzy miesiące z weekendowym (nawet nie zawsze) Miaużonkiem... Och, jak ja tęsknię do naszej codzienności sprzed jego wyjazdu... Przez cały tydzień - od poniedziałku do piątku jesteśmy z Hanulką same, dosłownie same, bo wszyscy pracują od rana do nocy i to miliard kilometrów od nas :( Ale dajemy radę!
Hanulka moja to po prostu żywa, żywa iskra, która nie siedzi dosłownie! ani minuty. Poza tym jest rozkoszna, wesoła, odważna i szalona czasami :) Jeszcze nie chodzi, ale coraz częściej sama stoi. Poza tym chodzi, ba prawie biega z pchaczem i z naszymi rękama. Nauczyła się schodzić z łóżek i próbuje wchodzenia na nasze łózko w sypialni, które jest dość niskie. Gada po swojemu od rana do wieczora, śpiewa i śmieje się jak szalona. Istny cudak :)
Umie robić tany tany (wtedy kręci pupką i główką), koci koci (również klaska na brawo brawo), papa, umie dać buzi i coraz częściej pokazać, gdzie kto ma nosek, oczy i buzię. Umie zrobić muuuu jak krówka, ałł jak kotek i wpaniale udaje motorek robiąć takie wrrrrrrrrrrrrr, z czystym pięknym "r", co bardzo mnie cieszy, bo ja sama ma r "francuskie" i trochę się martwiłam, że tą małą wadę przekażę Hanulci.
Kiedy chce pić krzyczy da. Również, kiedy chce iść na dwór.
Poza tym jest małym, przytulaśnym misiem. Gdyby jej pozwolić, to cały dzień spędziłaby na rączkach. Poza tym, kiedy potrzebuje czułości ;) podchodzi do nas i ociera się główką o nasze ręce, twarze, szyje. No tak, rączki jeszcze za krótkie, żeby zrobić misia ;)
Ma swoją szotkę do włosów i probuje sama się czesać, podobnie jak próbuje sama myć ząbki swoją szczoteczką do zębów ;)
A co najlepsze, bierze pilot od tv, podchodzi do telewizora i próbuje go włączyć tym pilotem ;) Dziecko XXI wieku, nie ma co ;)
Od końca sierpnia raczkuje, choć ostanio właściwie przemieszcza się obierając się o ściany i tym sposobem umie obejść cały dom.
Uwielbia zabawę w uciekanie i chowanie się. I uwielbia strasznie szalone wygłupy, po których ja ledwo zipię ;)
Niestety jest niejadkiem... Tzn. kaszę we wszelkich smakach i kolorach (i z butli) mogłaby pić dniami i nocami. Gorzej z normalnym jedzeniem. Nic nie zje z łyżeczki, więc po prostu sadzam ją w jej foteliku i kładę na blacie pokrojone w kawałki "normalne" jedzenie. Wtedy i owszem zje trochę tego i owego.
Zawsze w jej pokoiku stawiam talerzyk w którym ma kawałek banana, plasterki jabłka, chrupki kukurydziane i posmarowane masłem kromeczki chleba. Kiedy jest głodna, podchodzi i zjada kawałek tego i owego. Właściwie cały czas coś ciumka, w śladowych ilościach, ale zawsze to coś innego niż mleczko i kasza.
Na podłodze zawsze ma kubeczek niekapek z wodą z którego sama już pije. Upodobanie do li i jedynie wody jako napoju, ma po mamusi ;) Przynajmniej zdrowo.
Niedługo nasza iskierka kończy roczek (szoooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooookkkkkkkkkkkkkk!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) i pomału muszę brać się za przygotowania. Jak tylko będę miała dłuższą chwilę (tj. męża w domu) to wkleję miliard zdjęć naszego wariatuńcia (ostatnio dosłownie nie sposób złapać ją w kadrze!)
Acha! Kiedy ostatnio zaglądałam w jej paszczękę to miała 6 zębów :)))
Ale zmian, ale zmian!! Cudnie! Wracaj do blogowania :)
OdpowiedzUsuńFajnie, ze dajecie sobie rade. Na szczęście wrzesień już się kończy wiec do połowy października i powrotu męża już coraz mniej. Trzymaj się i buziaki dla Hani :)
OdpowiedzUsuńHanulka musi być przeurocza. Czekamy na zdjęcia!
OdpowiedzUsuńmało cię, a kazdy twój post cieszy. Hania to już duża dziewczyna i super zdolna. pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńFajnie, ze choć czasem się odezwiesz :)
OdpowiedzUsuń