Hanulek się nam pochorował. Zapalenie gardła, potworny katar i chrypa. Pieje biedula jak mały kogucik.
Do końca stycznia niuniek zostaje w domu,bo musimy ją dokładnie wykurować na kolejne szczepienia. I tym sposobem nici z łagodnej adaptacji, bo kiedy Hanul wróci do żłobka to od razu na ok. 7 godzin,bo ja będę już w pracy.
Tak poza tym,moja córeczka jest bardzo dzielna,bo nawet w chorobie nie opuszcza jej humorek. Fakt,nie odstępuje mnie na krok teraz i najchętniej wisiałaby mi na szyi całą dobę, ale i tak cudnie jest grzeczna i dzielna. I już coraz ładniej połyka leki. Dwa pierwsze dni to był horror, broniła sie jak mogła. Dobrze,że mamy strzykawki do leków.
Znów spadł u nas śnieg, po jakie licho to nie wiem. Było już tak miło i wiosennie ;-)
Poza tym wciaż mamy choinkę. Jakoś nie mogę się zebrać,żeby ją rozebrać ;-)
I nie mam dziś kawy do mleka, ale za to mam :-)
Biedna Hania. Uważajcie żeby to nie przeszło w jakieś paskudne zapalenie oskrzeli bo ostatnio dzieciaczki wszystkich znajomych od gardła na oskrzela pada:(
OdpowiedzUsuńZapraszam do naszego konkursu: http://rodzinkazinnegoswiata.blogspot.com/2013/01/uwaga-konkurs.html
Trzymam kciuki za szybkie wyzdrowienie Hani
Nic tak nie złości człowieka jak choroba dziecka...człowiek sam jakby chory wtedy. trzymam mocno kciuki - Zdrowiejcie dziewczynki:)
OdpowiedzUsuń