piątek, 19 sierpnia 2011

Idzie burza...

bo za oknem zrobiło się ciemno jak w nocy. Fajnie. Uwielbiam burze. Najlepiej z piorunami 2 metry ode mnie. Nasze aktualne mieszkanie wygląda jak po huraganie i cud, że jeszcze się nie zabiłam poruszając się wśród tych labiryntów z kartonów, toreb i walizek. Dziś ok. 14 ekipa zabiera nasze meble i klamoty. Już do nowego mieszkania. Które właśnie jest malowane przez Miaużonka i Teścia. Zostało mi jeszcze do spakowania tysiąc pięćset rzeczy i nie wiem jak się wyrobię do tej 14stej. A wszystko robię woooolno i jeszcze wolniej, coby siebie i Malutkiej nie przemęczyć za bardzo. Właściwie co godzinę robię przerwę na loda/ siku/ internet/ parę stron z książki/ zabawę z Czworonogiem/ siku/ loda. Jutro wielkie sprzątanie nowego mieszkania (obie Matule), a ja zasiądę sobie wygodnie w fotelu i będę tylko paluszkiem wskazywać ;).
Bardzo chciałabym, żeby było już po przeprowadzce, sprzątaniu i układaniu. Żeby i to mieszkanie było już puste i wysprzątane. Bo jak patrzę wookoło, to mam ochotę uciec pod kołdrę.

4 komentarze:

  1. jak ja bym chciała mieć teraz taki problem (tzn. jak zorganizować przeprowadzkę);)
    Ale już tracę nadzieję, że przed urodzeniem dzidziusia się uda...

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam ten ból, nie przemęczaj się tylko zbytnio :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę :)No, tylko się nie przemęczajcie dziewczynki :) My chyba jednak nie zdążymy przed narodzinami Tosia :( A tak bardo chciałam...

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo przyjemnie czyta się Twojego bloga, pozwolę sobie poobserwować, pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń