W międzyczasie złapałam katar (tfu!tfu!), ale już jest ok. Poza tym kompletnie nie wiemy, co się dzieje i działo na świecie, bo od soboty byliśmy pozbawieni mediów. Ale słońce świeci, niebo niebieskie, ptaki śpiewają, więc chyba jest ok.
No cóż. Czas wariuje i zaczęłyśmy z córunią 32 tydzień, czyli witamy ośmy miesiąc! (aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!):
(Miaużonek mówi na mnie Muminek. E tam, jak się czuję raczej jak Kubuś Puchatek. Tym bardziej, że ostatnio mam takie chętki na słodkości, że na wadze będzie plus 105 kg ;)
I jeszcze jedno. To za tą zieleń wokoło, tak uwielbiam to mieszkanie:
gratuluję gniazdka, a takie wspólne siku zawsze umacnia więzy;)
OdpowiedzUsuńWiesz co...jak patrzę na Jula i uświadamiam sobie, że on to ten człowieczek z brzucha...to zawsze zaczynam ryczeć:D
OdpowiedzUsuńCiąża to CUDOWNY czas!
Zezulla - tak. I dlatego żałuję, że czas tak pędzi... Bo ten czas oczekiwania jest tak magiczny... :)
OdpowiedzUsuńJaki śliczny brzunio! Fajnie, że już się odezwałaś, że już uporaliście się z przeprowadzką i meblowaniem i rozpakowywaniem. Nie narzekaj na wagę - widać, ze jesteś szczuplutka :) A Hani domeczek piękny :)
OdpowiedzUsuńWidok faktycznie piękny :) A o wagę się nie martw...stopniowo spada - lepiej korzystaj z możliwości zaspokajania jedzeniowych zachcianek, bo potem będzie trudniej ;) Fajny jest ósmy miesiąc - za każdym razem widząc dziewczynę z brzuszkiem się wzruszam i trochę mi tęskno :D
OdpowiedzUsuńJak to plus 105kg?? Na zdjęciach taka szczuplutka mimo brzuszka jesteś?!
OdpowiedzUsuńChyba przecinka Ci zbrakło ;)
Mi się końcówka ciąży osobiście najmniej podobała ale znam wiele mam które ten czas najbardziej ukochały!
przepiekne widoki ale jak z komarkami ??
OdpowiedzUsuńach jak bym chciała znów byc w ciazy :) piekny brzusio.....
pozdrawiam
www.olguska.blog.pl
Asia-kol7: dziękuję :)
OdpowiedzUsuńSylwia: zachcianki zaspokajam, zaspokajam ;)
Hafija: bo zdjęcie w lustrze magicznie wyszczuplającym ;)))
Olguska: jak z komarami to nie mam pojęcia, bo odkąd tu mieszkamy wróciły upały i przegoniły komary ;)