
Pamiętam, że kiedy zobaczyłam te dwie kreski, to o mało nie zemdlałam z wrażenia i... strachu. Tak, zawirował świat, bo nie spodziewałam się, że to już, ot tak za pierwszym razem. Byłam przygotowana na przynajmniej kilka miesięcy starań! Nie ma co, nieźły szok przeżyłam tego lutowego wieczora. Miaużonek był w siedemsetnym niebie, bo to on męczył mnie o potomka, oj męczył ;) Ja (dziś się sama sobie dziwię) odkładałam tą decyzję i odkładałam, w końcu się poddałam i bach! Jest Hania! Choć najpierw była Mikołajkiem ;)
A teraz... Normalnie no, nie wyobrażam sobie życia bez tej mojej Hanulki!
:D My tez się staraliśmy o Dzidzię a jak już pojawiły się dwie kreski, to mnie strach obleciał:D
OdpowiedzUsuńja nie odważyłam się sprawdzić podejrzeń testem, zobaczyłam dopiero u gina na usg jajeczko już w macicy, to była przepiękna i CUDOWNA niespodzianka:D lubię sobie wspominać jak to było.
OdpowiedzUsuńNo to musiało być przeżycie;)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę, że tak szybko Wam się udało:)
OdpowiedzUsuńU Nas jest Mikolajek :)
OdpowiedzUsuńChyba kazda z Nas podobnie czula... :) 100 tysiecy myslii naraz :) My staralismy sie o Naszego Stworka i czekalismy na te 2 kreski, ale jak sie ukazaly to brrr... tata sie cieszyl, a mama jak wryta stala i nie wiedziala czy sie cieszyc czy plakac :))) z sentymentem to wspominam :)