Od początku sierpnia do połowy października jestem słomianą wdową, z Miaużonkiem li i jedynie w weekendy.
Hmm... bywa ciężko, tym bardziej, że tu, nie mamy nikogo z rodziny i poza znajomymi z pracy nikogo bliskiego. Hmm... bywa ciężko, tak samej z małym dzieckiem, tym bardziej, że Hanula to żywe srebro i sekundy nie usiedzi w miejscu. Bywa ciężko, bo Hanuli nie mogę zostawić ostatnio nawet na sekundę, bo zaraz wpada w histerię normalnie i tym sposobem ciągam ją po całym domu w foteliku do karmienia, zapiętą w pasy, bo przecież ostatnio nauczyła się w nim wstawać. Bywa ciężko, bo ostatnio przed każdym spaniem trzeba Hanulę lulać i lulać. Na szczęście jak już zaśnie (w dzień ma drzemkę od 10:00 do 10:40 i od uwaga... i dzięki ci o niebiosa... od 13 do 15:30, na noc od 20:00 do 6:00 z pobudką na mleko o 03:00) to śpi, a ja mam czas dla siebie ; )
Czasem padam ze zmęczenia, czasem przeklinam w duchu jak szalona, czasem mam ochotę płakać, szczególnie kiedy Hanula ma marudny dzień, a mnie nie ma kto przy niej wyręczyć i cały dzień słucham tego cudnego dźwięku yyyyyyyyyyyyyyyyy,mmmmmmmmmmmmmmmm,yyyyyyyyyyyyyyyy ;))) No, ale wieczorami, kiedy moja córcia przylega do mnie jak małpka i tak mocno obejmuje mnie swoimi łapkami, to ... ech... nie wypowiem tego na głos, bo bogowie nie lubią ludzi szczęśliwych...
No, ale jedną z moich licznych cech ;))) jest zoorganizowanie więc dajemy sobie radę :) Raz czy dwa razy w tygodniu wpada mama, albo siostra, ale po paru godzinach wymiękają przy mojej iskierce ;)))
Mam jeszcze teściową, ale to trudny temat, a ja nie chcę publicznie prać dziurawych skarpetek, więc przejdźmy dalej...
Otóż moja Hanula odkryła istnienie na świecie placów zabaw... Pod naszym blokiem pojawił się takowy, tzn. został przeniesiony z innego miejsca, gdzie niedługo zostanie wybudowany parking. Plac zabaw jest wprost przed naszą klatką i teraz stałym punktem każdego wyjścia jest patataj na koniku na sprężynie. A mój wariatuńcio mały szaleje na tej bujawce jak zawodowy jokej ;) I krzyczy w niebogłosy ze złości i żalu, kiedy wstrętna mama zabiera dziecia, pakuje do wózka i odjeżdza od cudownego konika.
Chyba musimy sprawić jej jakiegoś zwierza na biegunach ;)
Acha i jeszcze takie jedno coś. Zapewne wszyscy mijamy na ulicach, parkach i w sklepach mamuśki drące za przeproszeniem mordy, mamuśki z petami w rękach i ogólnie reszta w tym klimacie. Ok, są i niech sobie będą. Ale... Ostatnio w parku widziałam taką jedną mamuśkę, która stała sobie z bandą swoich kumpelek i instruowała swoją małą córeczkę (nie wiem ile to dziecko miało lat, bo w pewnym wieku ciężko to stwierdzić, myślę że ok. 2, 3???) w jaki sposób ma pobić swoją koleżankę. Mijamy tą grupkę, a ta mała zaraz leci do swoich koleżanek (w podobnym wieku, siedzących sobie w piaskownicy) z tekstem (uwaga, będzie ostro): Kuwy, kuwy jestescie i ja was gnoje ziaraz pobije (zaczęła pokazywać w powietrzu wymachy jak z Karate Kid) i tak (kop w powietrze) i tak (zaciśnięte pięści w górę) i tak (coś jak półobroty)...
Minąłyśmy tą uroczą scenkę i tak sobie myślę, że ludzie cofają się do czasów, kiedy mieli sierść. KUWA.
Zatkało mnie z lekka... szkoda dziecka tylko, wyrośnie i z nieświadomości i braku alternatywy będzie powielać idiotyczne wzorce.
OdpowiedzUsuń? biedne dziecko...
OdpowiedzUsuńDobrze, ze dajesz sobie radę :) Brak mi słów na przedostatni akapit postu :|
OdpowiedzUsuńo matko....brak słów
OdpowiedzUsuń